le się na pogrzebie nie pokazał. Ludzi swych w Wyżynce posadziwszy i opatrzywszy ich w muszkiety na wszelki wypadek, sam do Zahorodzia na ten czas schronił się.
A że na wypadek procesu ludzi potrzebował i zawczasu sobie jednać ich musiał, pojechał zaraz do Nowogródka, gdzie nie pokazując się — przez swoich zabiegać zaczął, iż ojcowizny należnéj sobie bronić musi od napaści kobiety, która kochanką nieboszczyka będąc, zapisy na nim nieprawe podstępnie wymogła.
Suseł choć nie bardzo chętnie, pozwy przeciw zajazdowi i wiolencyi gotował.
W Pacewiczach niegdyś tak ludnych, tak wesołych, gdzie dnia bez gości nie było — teraz cisza panowała i pustki. Rzadko kto zajrzał z najbliższych. Nieszczęściem ludzie się dzielić nie lubią.
Panna Tekla znosiła je mężnie, wyrabiało ono hart duszy, siłę jakąś i dzielność, którą tylko u nas w kobietach, córkach rycerzy spotkać było można. Opłakiwała swojego ukochanego Jasia, po którym, jakby mężem jéj był, postanowiła nosić żałobę — odprawiała nabożeństwa za duszę jego, ale zmuszona zająć się procesem, gospodarstwem, domem, mężnie starała się podołać wszystkiemu.
Ta niegdyś wypieszczona i wydelikacona piękność, która tylko myślała o strojach i zabawach,