w oczy jéj patrząc powzdychał, — rad by się był może pozostał po pogrzebie, ale pozoru do tego nie było — odjechał więc do domu.
Gdy się potém w Pacewiczach cokolwiek uspokoiło i przyszło do porządku pewnego — potrzeba było coś postanowić na przyszłość. Panna Tekla w obec opiekuna i innych świadków, śmiało wystąpiła i przedstawiła pana Jana jako wybranego przez siebie, któremu rękę oddać postanowiła.
Kląkł przed nią narzeczony ze łzami dziękując, podali sobie ręce, ale co przewidywał to się ziściło. Pułkownikówna żądała donosić święcie żałoby po matce, rok i sześć niedziel.
Przez ten czas miała być przygotowaną wyprawa. Zarząd i opiekę nad majątkiem i interesami brał Iwanowski. Pisarzowa i pisarzówna z regimentarzem zostawali w Pacewiczach, gdzie tryb życia wcale się nie miał zmieniać. Szczyt stary rad był, że z niego wszelka spadała odpowiedzialność.
Gdyby nie żałoba na domu, możnaby powiedziéć, że potem nastąpiły najszczęśliwsze czasy dla dwojga zakochanych, których miłość na tą próbę czasu wystawiona, do najwyższéj urosła potęgi.
Pułkownikówna wymagała od pisarzowéj lub jéj córki, aby zawsze gdy narzeczony przybywał znajdowały się przy niéj, dla oka ludzkiego — ale ani jedna ni druga nie chciały im słodkich owych, cichych rozmów przerywać, i albo zdala siedziały
Strona:Pułkownikówna Tom 2 (Kraszewski).djvu/101
Wygląd
Ta strona została skorygowana.