i troskę miał dnia tego. Przy obiedzie dużo wzdychał... A że oczyma ciągle ku księżnie biegał, jakby ją chciał o coś prosić a nieśmiał, Wojewodzina, gdy wstano od stołu — sama się do niego zbliżyła.
— Co to acanu jest?
Za całą odpowiedź Żywult ręce na piersi skrzyżował, i okrutnie westchnął.
Głos miał stłumiony i cichy, teraz ledwie go posłyszéć było można.
— A jest! mościa księżno — jest! — odparł.
— Ale, cóż takiego?
Potarł głowę biedaczysko.
— Bieda — rzekł.
— Nowa jaka? Acan się zdajesz oprymowany bardzo.
Żywult ręce przycisnął jeszcze mocniéj do piersi. Obejrzał się pilno do koła, aby go nikt obcy podsłuchać nie mógł.
— Moja nieprzyjaciółka nową sztukę gotuje — rzekł — może, uchowaj Boże nieszczęścia, miéć partyę mocną.
— Zkąd? jak? — śmiejąc się szydersko, odparła księżna.
— A jeśli wyda córkę za Ogińskiego?
Wojewodzina rozśmiała się głośno.
— Staroście się o tém nie śni, bałamucić może.
— Mościa księżno — począł z pośpiechem Żywult — zaszły nowe okoliczności. Człowiek przewrotny i zręczny wziął tę sprawę w rękę. Iwano-
Strona:Pułkownikówna Tom 1 (Kraszewski).djvu/158
Wygląd
Ta strona została skorygowana.