rach wynieśli trumnę na własnych barkach z kościoła i kondukt pogrzecowy wyruszył z miejsca.
∗
∗ ∗ |
Padają gęsto drobne płatki śniegu, łka wicher kłębiąc je i zasypując oczy, a ulicą św. Anny, powoli posuwa się długi orszak pogrzebowy. Na przodzie krzyż w czarny kir owinięty, a za nim z gorejącemi świecami ciągną in corpore OO. Kapucyni, zakon Brata Alberta, Franciszkanie, Dominikanie, Karmelici, Jezuici, Paulini, Siostry miłosierdzia, zakon żeński św. Jadwigi, Felicyanki, Reformaci, Bernadyni, słowem wszystkie zakony krakowskie. Biskup sufragan ks. Anatol Nowak prowadził pogrzeb.

Za duchowieństwem postępował skromny karawan, zaprzężony we dwa konie, a na nim spoczywała dębowa trumna ze zwłokami zmarłego. Karawan otaczali Sokoli w mundurach i weterani z r. 1863 ze swym sztandarem. Za karawanem postępował jedyny krewny ojca Wacława, p. Łążyński, ożeniony z jego kuzynką, przedstawiciele wszystkich stanów i tłumy publiczności...
∗
∗ ∗ |
Latarnie miejskie nie paliły się wcale i nic dziwnego! Ojciec Wacław nie był ani radcą miejskim, ani żadnym innym jakimś miejscowym lub galicyjskim dygnitarzem.