Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


FRAGMENT

     

Dla N. R.

Dopóki jeszcze w twej duszy niewinnej,
Jak gdyby pieśni nieprzebrzmiałej echem,
Błogo się szczebiot odzywa dziecinny,
Dopóty jeszcze niech Bóg dobroczynny
Dni twego życia osładza uśmiechem.

Lecz, kiedy poznasz niedole istnienia,
Czy w życiu własnem czy w braci twych losie,
Lecz, kiedy poznasz nietrwałość marzenia,
Którego zachód serce w grób zamienia —
O, wtedy ulgę odnajdziesz w łez rosie.

Dusza jest nasza jak lustro jeziora,
Co, choć się rankiem marszczy od zefiru —
Znów gładką falą toczy się z wieczora,
A tak młodości sielankowa pora
Długo nie pozna życiowego kiru.

Lecz, kiedy wichry zawieją jesienne —
W łonie swem niosąc miazmy tajemnicze:
Skalają kryształ w mroki bezpromienne,
W duszę cierpienia wleją bezimienne,
I łzami serce przetrawią dziewicze!