Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Brali najdoskonalsze perły i korale.
Boginię tę wykąpać trzeba w słońca chwale!
Gdyż — nawet wieńce kwiatów — nawet skrzydła ptasie —
Zbyt twarde, by wstać mogła Ona w całej krasie.
Pierwiastków jej szukajcie w dziedzinach bezkreśnych,
Bo nieśmiertelność idzie z rzeczy bezcielesnych.

Chwała! — wołają bogi — Chwała ci — i znowu
Ze czcią się przysłuchują książęcemu słowu,
A bóg, mówiąc do bogów — razem wykonywa
To, co wiążą w obrazy jego słów ogniwa.
On mówił: Promień słońca niechaj ku nam spłynie,
By to nieśmiertelności wypełnić naczynie!
(Wnet — zanim jego słowa dobiegły do końca,
Złocistą płynie smugą jasny promień słońca).
Niechaj się zjawi echo — w świecie utajone,
Niechaj się zjawi echo — w żywy kształt wcielone!
(Jak harfa zaśpiewała natura z pośpiechem;
Byt zabrzmiał ujawnionem własnej treści echem.)
Teraz łączmy dźwięk echa i promieni złoto —
A powstanie kobieta! mówił bóg i oto
Wiąże świetlane nici ogni idealnych
Z czarującą harmonią dźwięków niewidzialnych.

Tak stworzyli bogowie kwiat formy człowieczej
Z niemateryalnych, białych, bezcielesnych rzeczy.
Stworzyli tę istotę z rzeczy wiekuistych —
Jako sami świetlanych, jako sami czystych.
Ażeby była echem samych bogów treści,
W której się rozkosz bytu — i harmonia mieści,
W której brzmi odgłos krzyków istot miliona,
Co rwią się do istnienia z matczynego łona