Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słuchajcie, od dziecinnych lat — ja roję o nim wciąż.
Od niańki wiem, że poprzez świat — wyklęty błądzi mąż —
Na ścianie obraz jego tam — o patrz, to on jak żyw —
Jest dlań zbawienie, mówię wam: serc naszych dwojga spływ.
Ja czułam każdy jego dreszcz — i każdy jęk i ból —
I w niewidzialny jakiś kleszcz — mnie ducha wziął ten król!
Bo on mój król był — on mój lew — mój orzeł i mój bóg,
Ku niemu szedł mój każdy śpiew: o nim piorunów huk,
O nim mi łoskot fali brzmiał — i orlich skrzydeł szum,
On we mnie straszną siłę wlał — niepokonanych dum.
Ja kocham cię — ja kocham cię, nieznany, nieznający!
O, mów, gdzie jesteś, mów mi, gdzie — holendrze latający!
O potępieńcze, do mnie pójdź — jam twoja, o ty mój!
O ku mnie skieruj swoją łódź, o ku mnie fale pruj!
...W mgłach niby widmo blade mknie — śród oceanu fal
Wyklęty okręt, żagle swe w nieznaną niosąc dal.
Zaszumiał wiatr, zahuczał grom, jęknęła morska toń —
Żeglarzu, burzom wierz i mgłom — od oczu dziewic stroń.
Na morze idź, na okręt siądź i płyń przez fal odmęty,
Przeklęty bądź, przeklęty bądź, na wieki bądź przeklęty.
I co siedm lat schodzi na ląd: o, dziewczę, zjaw się, zjaw
I błądzi nie wie, dokąd, skąd — śród burz i skał, i raf.
I co siedm lat, co siedem lat serce mu pęka raz —
Znów mu się w noc odziewa świat — i duch się zmienia w głaz.
Oceanowych łoskot burz — orkanów gędźba dzika —
Żałobny ryk bezdennych mórz — to ślubna twa muzyka.
O pójdz, tułaczu, do mnie pójdź! jam twoja, o ty mój,
O, ku mnie skieruj swoją łódź — o, ku mnie fale pruj.
Tu cię powita Senty łza i uśmiech jej tęskniący —
Tu klątwa się dopełni twa, holendrze latający!
Zaszumiał wiatr, zahuczał grom — jęknęła morska toń —
Oddaj się wichrom, wirom, mgłom — ku burzy serce skłoń.