Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I okręt się toczy ponury,
A maszty ma czarne, jak krzyże cmentarne,
A żagle ma z krwawej purpury

I błądzi po morzach — po morzach szerokich —
A światła mu gasną — i w ciemniach głębokich
Bez celu — spoczynku i końca —
Przez bogów zaklęcie — na strasznym okręcie —
On płynie do słońca bez słońca.

I łzy osamotnień — i łzy rozczarowań
Truciznę mu leją w rozkosze całowań
I błądzi marynarz wyklęty:
O, przepłyń otchłanie — o, usłysz wołanie —
O, usłysz wołanie twej Senty!

VIII.

Szara przędza ukończona —
Wieczór wschodzi już rumiany —
Spoczną dłonie i wrzeciona,
Będzie płótno z przędzy lnianej.
Potem w słońcu śród murawy
Wybielimy szare płótno.
Dzika Senta w nucie krwawej
Zakończyła pieśń swą smutną.
Ach, popłynął w błędne koło
I nie znalazł odpocznienia
I zasępił białe czoło:
Niema — niema dlań zbawienia!

O jest! — ja czuję — mówię wam — przeminie czarna chmura.
Ja jego ból jak własny znam — wikingów dzika córa!