Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Noc ciemna — noc czarna naokół mej głowy.
Wtatr[1] świszcze — wiatr huczy, jak upiór sfinksowy
I wiecznie noc taka mnie czeka:
Przedemną, nademną — ponuro i ciemno —
...Ach, znów widzę światło zdaleka!

VII.

Znowu światło — blask mamidła,
Znów zapłacze żeglarz smutno:
Warczą — furczą motowidła,
Białe — białe będzie płótno.
Szepcze dziewczę do dziewczęcia:
— Żał[2] mi, żal mi łez tułacza!
Na nic skargi ni zaklęcia,
Klątwa bogów nie przebacza.
— Błądzi — błądzi potępiony.
— Nigdzie szczęścia — nigdzie dachu!
— Gdyby w nasze przybył strony!
— Ach, umarłabym ze strachu.
— Ach, uciekłabym strwożona,
— Musi być jak grób ponury.
...Kręcą, kręcą się wrzeciona,
Szepczą trwożne dziewcząt chóry.

O, przybądź, przybądź na nasz brzeg — o duszo ty ponura!
Tu czeka ciebie długi wiek — wikingów dzika córa.
Tu cię powita Senty łza — i uśmiech jej tęskniący,
Tu klątwa się zakończy twa, holendrze latający.

O, gdybyż usłyszał ten głos, co mu sprzyja —
Lecz fala się zwija — człek dolę swą mija —

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Wiatr.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Żal.