Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A maszty ma czarne, jak krzyże cmentarne,
A żagle ma z krwawej purpury!

VI.

Zamilcz! Nić się wije cienka...
Zamilcz — zamilcz! Żeglarz klęka —
Zamilcz! Słuchać duch się lęka —
Żeglarzawi[1] serce pęka.

O biada — biada — biada! ten załoga wzniesie krzyk,
O biada! miłość twa to sen — i sen jak widmo znikł.
Nieszczęsny twój w miłości los, o kapitanie nasz!
Masz dziki zwrok, piorunny głos — jak grób ponurą twarz!
I nieskończony ogrom żądz — nić rojeń nieskończoną,
Kobieta słucha ciebie, drżąc, — nie pojmie cię jej łono.
Jej niepojęty straszny jęk, co wstrząsa cię raz wraz —
Przy tobie w duszy czuje lęk — i zdasz się jej jak głaz.
Przeklęty bądź — przeklęty bądź — nie żegna ciebie żal,
Na morze idź — na okręt siądź — i płyń w nieznaną dal,
Oceanowych łoskot burz — orkanów gędźba dzika —
Żałobny ryk bezdennych mórz — to ślubna twa muzyka!
I niby duchów błędny chór — wyklęci marynarze
Śród czarnych fal i czarnych chmur — w dalekie mkną miraże.
I na spienionej piersi mórz — wieczyście tak błądzący —
Płynie ku światłu złotych zórz — holender latający.

Więc płynie wygnaniec na dzikie narody,
Gdzie w sercach nie zagasł pierwotnej pogody
Dziewiczy blask żywy i świeży:
Na Cymbry — na Scyty — na Skandyi gór szczyty —
Ku Thule — ostatniej rubieży.

  1. Przypis własny Wikiźródeł błąd w druku — Żeglarzowi