Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Opuszcza wód morskich odmęty —
I szuka dziewczyny — kochanej, jedynej —
A grób ma na wieki zamknięty.

Bo śmierć mu odmawia żelaznej swej kosy,
Dopóki świetlanych gościńców w niebiosy
Dziewczyna mu wierna nie wskaże —
I w natchnień godzinie — z nim wraz nie popłynie —
Na morskie dalekie miraże.

V.

Cienko — cienko nić się przędzie —
Żeglarz błądzi przez głębiny!
Czy ratunku dlań nie będzie?
Czy nie znajdzie swej dziewczyny?

I co siedm lat schodzi na ląd. — O, dziewczę zjaw się, zjaw —
I płynie — nie wie dokąd, skąd — śród burz, i skał i raf.
O, patrzaj, z chaty idzie dym — w obłoki strzelający:
Jest może dziewczę w domu tym — holendrze latający.

Gdzie nie był — nie błądził — nie rzucał kotwicy,
Ten morza Ahaswer — ten syn błyskawicy,
Syn chmur i tęsknoty bez końca?
Na morzach głębokich — na lądach szerokich —
W krainach lodowisk i słońca.

Na ziemi indyjskiej, gdzie lasy palm kwitną,
Nad Nilu był głębią szeroką, błękitną —
Gdzie Jordan się w gaje uplata —
W Kartaginy murach, w Hellady marmurach —
I w Romie — władczyni wszechświata.