Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I serce mu pękło — i dusza umarła —
I otchłań mu piekieł swe wrota otwarła...
Jej imię? i cóż po imieniu?
Czy Lilith czy Lilla — puch skrzydeł motyla —
Płynący po wartkim strumieniu.

I ruszył na morze — na morze głębokie —
Na wyspy dalekie — na lądy szerokie —
Na dzikie piasczyste pustynie:
I żali się fali, czy miłość jest w dali,
Bo tutaj mu dusza krwią płynie.

I wołał: słuchajcie, bogowie wysocy,
W mem sercu na miłość zabrakło już mocy,
Bo w nici zwątpienia się przędzie.
Za wiele kochało — za wiele płakało —
I nigdy już kochać nie będzie.

Miłości! przeklętą mi będziesz na wieki,
Zatrzymam w twych żarach płynące krwi rzeki
I serce me będzie kamieniem —
I niewiast ponęta mi będzie przeklęta —
I będzie mi baśnią i cieniem.

IV.

Hańba zdradzie zawsze, wszędzie.
Dziewczę duszę ma jaszczurczą —
Nigdyż kochać on nie będzie?
Kołowrotki warczą — furczą...