Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Władysławowi Jabłonowskiemu.

I.

Warczą, furczą kołowrotki,
Toczą, kręcą nić dziewczęta —
Z cichą falą pieśni słodkiej;
Naraz dziko zabrzmi Senta:

W mgłach niby widmo blade mknie śród oceanu fal —
Wyklęty okręt, żagle swe w błękitną niosąc dal.
I na burzliwej piersi mórz, wieczyście tak błądzący —
Płynie ku światłu złotych zórz — holender latający.

I czemuż na wieki zostałem przeklęty,
I czemu przez morskie się tułam odmęty
Bez chwili wytchnienia, bez końca?
Jam wieczny wędrowiec — nie dla mnie grobowiec,
Nie dla mnie blask tęczy i słońca.

Jam bogom na ucztę ciał dziatwy nie dawał,
A kiedy zaś prorok u wrót moich stawał —
To jam go nie pędził od proga:
Więc czemuż mię gnębi — na morskiej, na głębi —
Odwieczna ta klątwa złowroga?