Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W dali księżniczek niemieckich tęsknoty
I twarde szczęki żelaznego miecza —
Bojowych rogów grzmoty — puszcz łoskoty —
I pluski wody — i szmery porzecza
Od kopyt koni, które pędzą Goty
Na ziemie Słowian, opola i wiecza.
Olbrzymy ciemne dla jasnych olbrzymów
Krwi niosąc rozlew i obłoki dymów.

Tak-eś się wcielił w ten szczep dosłoneczny
Że ci żyć trudno w naszej dobie szaréj.
Bo gdzież dziś mocarz, coby szedł bezpieczny
Brać się samopas z niedźwiedziem za bary?
Krwi dużo płynie w ich żyle serdecznej
A duch jest wielkiej mocy i ofiary.
A wrychle zejdą z niebieskich wierzejów
Anioły boże do wrót kołodziejów.

Bojanów synu! dały ci te gruzy
Niewyczerpaną natchnienia potęgę!
Obyż czuwały nad twą pieśnią muzy,
Oby–ś dokończył rozpoczętą księgę!
Oby-ś swe baśni — jak drugi Firduzy —
Połączył w jedną harmonijną wstęgę.
O, nie zamilknij! Rapsody ci same
Zleją się w nowe — stubarwne Szachnameh.