Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I stała ludzkość trwożna swoich losów:
Co czynić będzie — gdyż jest jak bez dachu,
I w przerażeniu czekała chaosów...

„Niemasz nadziei dla nas, niemasz strachu...
Próżną jest cnota, grzech i błąd jest niczem,
Bez groźby karań, bez nagród zapachu!

Nagrody były w niebie tajemniczem,
A w piekle gorzał wieczny stos gehenny:
I dwa te słońca cnót były nam zniczem.

A teraz wszechświat, nicością bezdenny —
I nieśmiertelność ducha zatracona
I oto wiedziem żywot bezimienny”.

Owo jak ludzkie jęczały plemiona,
Żaląc się dzieła Katarzyny świętej,
Które spełniła w miłości. Więc ona:

„Rzućcie — zawoła — te próżne lamenty,
Bom ja was dzieci — przerobiła w męże!
Tak! Serca wasze zepchnęłam w odmęty

Wichrów życiowych, kędy grzech się lęże,
Gdzie namiętności czyhają na dusze,
Gdzie własne serce macie za oręże...

Prawdę wam mówię; bolesne katusze
Czekają na was, burze bez przystani,
Mamidła pokus, ulewy i susze, —

Będziecie kłuci i prześladowani,
Będziecie jednej łaknęli minuty,
Która nie krwawi, nie łzawi, nie rani,

Lecz i sen nawet będzie wam zatruty,
Bo wieczna walka — to los, co was czeka,
A droga wasza przez pola cykuty.