Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W Cezarze tylko pragnienie wszeteczne
Zapanowało, że chciał jej zagłady
I oczy zamknął na prawdy słoneczne.

A przetoż wiernych umęczył gromady
I ciągle żądał dziewicy w małżeństwo,
Gdy przed Mesyaszem dopuści się zdrady.

Lecz ona wieczne przysięgła panieństwo,
Bo tylko Jezus był jej oblubieniec:
Więc ją poganin skazał na męczeństwo.

A już anioły splatały jej wieniec,
I w serce lały wonne aromaty,
A moc proroczą w błękity jej źrenic.

Stącona w mroki za więzienne kraty,
Święta panienka — zakuta w łańcuchy
Usnęła cicho, zanim przyjdą katy.

Jakieś ją dobre otoczyły duchy,
Balsamem bożym łagodząc jej bole,
Słomiany barłóg przemieniając w puchy.

Słodka pogoda była na jej czole;
W sercu modlitwa drżała nieskończona,
A włos, w promienną strojny aureolę,

W złotych pierścieniach na białe ramiona
Spływał jak fala i na włosiennicę.
I śniła cisza ubłogosławiona.

Anielski uśmiech okraszał jej lice.
Ostatnie błyski jesiennego słońca
Smętnie żegnały wilgotną ciemnicę.

Tu się zaczyna sen. — Jasnowidząca,
Jak gdyby sen jej upotężnił oczy —
Widziała ziemię od końca do końca...