Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I.

Duch i natura są to wieczne osie,
Na których pieśni obraca się słowo.
Myśl czujnie krąży w tym mętnym chaosie,
Aż oto jutrznię ujrzy purpurową.
Wówczas nad dzikie potopu poswarki
Myśl ulatuje z chaosu w wyżyny,
I niby biała gołębica z arki,
Wraca — i dobre przynosi nowiny.
Czasami w świętych objawienia błyskach,
Słowo, jak anioł spływa w piersi wieszcza,
W tęczach mu płonie, szumi w wodotryskach
I w pocałunkach miodem się wypieszcza.
Jako duch z błąkań przebudzony ślepych,
Zewsząd wołania słyszy: Jestem — jestem!
I tak pieśń wtórzy wszechnatury przepych,
Jakby echowym boga manifestem.
I naraz gałęź jego myśli naga
W tyrs się oplata bujnym winogradem
Słów, wywołanych czarodziejstwem maga,
Samej natury objawionych ładem!
Ale nie zawsze płyną dźwięki pieśni,
Jako bachantka, co weselnie pląsa,
Którą całują sylenowie leśni
I która tyrsem zielonym potrząsa.
Ale nie zawsze bachantką jest słowo,
Co w szumach wiosny niesie brzask objawień!