Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I niedosiężnych pragnień błyskawice,
I które głowę kładły na szafotach,
I wszystkie więzów ludzkich męczennice,
Które się wiły w ich żelaznych splotach,
I potępione, w hańbie lub szaleństwie
Szły w rezygnacyi, smutku i przekleństwie!

I które świata porzucały szumy,
By się pogrążyć w ascetycznych szałach;
I które w mnisze zamykano tumy,
Choć krew im drgała w miłosnych zapałach;
I które mężów chciały mieć rozumy.
Szukając światła w wiedzy ideałach;
Które kochankom porywano siłą,
I których życie — jako turma — było.

I wszystkie niewiast tych martyrologu
Straszne mścicielki o dłoni skrwawionej,
Co, urągając szatanom i Bogu,
Z śmiechem patrzały, jak padają trony,
Jak nóż morderczy topi Gog w Magogu,
Jak płoną ogniem zniszczenia Iliony,
Jak ziemia płynie krwią czerwona cała
Dla ich spojrzenia, uśmiechu i ciała!

Lecz ponad wszystkie owe promieniała,
Na tronie z złota i kości słoniowej,
Tytanów rylcem rzeźbiona, wspaniała,
Jak gdyby grecki posąg marmurowy,
Kobieta boska tak cudnego ciała
I tak wyniosłej potęgi duchowej,
Że, kiedym ujrzał tę postać świetlaną,
Jak przed ołtarzem ugiąłem kolano.

Białe jej czoło miało cierpień znamię,
Oko jej lśniło lazurem tęsknoty;