Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I poprowadził mię ptak do polanki,
Gdzie pośród gajów, ogrodów, strumieni,
Cudnego zamku błysły mi krużganki!
Zamek był z złota i drogich kamieni,
Niby w tych baśniach, co nam prawią niańki,
Gdzie to rycerze błądzą, aż zdumieni
Śród puszczy nagle ujrzą zamku mury,
A w oknach dziewic czarodziejskie chóry.

Zaprawdę, pałac był to nad pałace!
Architektura nad architektury!
Panteon stylów! Wszechstuleci prace
Stawiały, zda się, te przedziwne mury,
Gdzie, w fantastycznych kolorów oznace,
Przez czarodziejstwo nieznanej natury,
Jaskrawa sprzeczność tylu form, barw tylu
Zlewa się w jednym harmonijnym stylu.

Cyklopy, zda się, kładły fundamenta,
A kolumnadę stawiał Grek; zaś Goty
W renesans wplotły swoje ornamenta
Na barwnych ścianach bizanckiej roboty
Z wież maurytańskich sznurem. Któż spamięta
Te okna, wieże, balkony, namioty,
Kioski, pagody, mosty i altany,
Pełne harmonii, wdzięku i odmiany?

Wszystkie tu cuda Hellady i Tyru,
Bizancyum, Niemiec, Italii i Romy;
A takie skarby, rubinu, szafiru,
Takie szmaragdów, marmurów ogromy,
I malachitu, albastru, porfiru,
Że, zda się, wszystkich ziem kamieniołomy
Skroś rozkopano na wieże i mury,
Kopuły, dachy i drzwi tej struktury.