Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Choć ogniste słońce piecze —
Drzewa czują śmierć, co czeka.

Stary klon mi rzecze na to,
Szepcząc liśćmi zielonemi:
Może w tobie jeszcze lato,
Ale jesień już na ziemi.

Spójrz pomiędzy dwie topole —
Jak przez okno pół otwarte —
Patrz w szerokie szczere pole,
Z złotych kłosów już odarte.

Nad polami szerokiemi
Jako białe trzy niebiany —
Lecą skrzydły rozwartemi
Het — wysoko trzy bociany:

Stary bocian z dwojgiem dzieci
Jakby obłok gonił srebrny,
W górę leci, w górę leci:
Lećcie, dzieci, w szlak podniebny!

Uczy dzieci swoje lotu —
Leci — płynie — leci — znika —
Bo przeczuwa dzień odlotu —
Bo pożegna wnet rolnika.

Już ci pole odpoczywa —
Snopy legły już w stodole:
Pokończone sute żniwa —
Nowa siejba czeka rolę!

Nowa siejba czeka łany —
Niechaj świeci im nadzieja!