Strona:Poezye T. 2.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czyliżby cała ziemia była błotem,
Wszystkieżby rzeczy ziemskie kalał brud?
Czy jest świat inny, czystszy i piękniejszy,
A tylko mnie doń nie otwarto wrót?...

XXXVIII.

Pierzchło marzenie — — przed memi oczyma
Znów staje prawda z obliczem zgorzkniałem,
Z tego, com marzył chwilę, nic już niema,
A wszystko to jest, o czem zapomniałem.

Pierzchło marzenie... Z pod jasnego nieba
Do pustych wiecznych pragnień wracam kaźni,
I nie wiem, czemu kląć mi więcej trzeba:
Czy życiu memu, czy mej wyobraźni?

XXXIX.

Serce me, smutku owiane żałobą,
Słuchasz w noc cichą, czy kędy nie bije
We śnie o tobie marząc, serce czyje?
Czy cię nie woła? Nie tęskni za tobą?

Nie — nic nie słychać... Tylko smreki szumne
Szumią, za wichrem pochylając czoła...
Próżno wytężasz słuch, nikt cię nie woła — —
O serce! bądźże na skargę za dumne!