Strona:Poezye T. 2.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W stajni matka siwa koniom jeść zakłada
Siano za drabinę, i tak do nich gada:

»Sama wam jeść daję koniki cisawe,
Bo mi Jasia wzięli na zamek w Orawę.

Ani ja się moim synem nie ucieszę,
Ani on wam zgrzebłem grzywy nie rozczesze.

Ani ja weselne posprawiam mu gody,
Ani on wam w putni nie przyniesie wody.

Koniki cisawe, czekać go daremnie,
Czekajcie, aż serce rozpęknie się we mnie.

Męża mi zabili na wojnie daleko,
Dziś-ci mi katowie syna na śmierć wleką.

Pole mi zarośnie, zmarnieje chudoba,
Dyć se Pan Bóg robi, co mu się spodoba«.

Matka i kochanka tak za Jasiem płacze,
On na szubienicy, a kruk nad nim kracze.

Wiater nim porusza, jak tym liściem w borze,
Pójdzie Jaś do ziemi, jako liść na morze,