Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/655

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Bo ręka ludzka pobuduje domy,
I ręka ludzka rozwali, zabierze.
Aleksandryjskie runęły budowy,
Rzym starożytny — w ruderze.

Krzepka natura wciąż ze sztuką walczy,
Dziełom rywalki ciągle kopie groby;
My lud szalony, my naród zuchwalczy,
Czcimy jej kruche wyroby.

Wszędy są gruzy i miast, i narodów:
Troja — Myceny — gdzie mury? gdzie władza?
Tylko się Wiara po mogiłach grodów
Krokiem spokojnym przechadza.

Gdzie niemasz wiary, tam śmierć i sromota,
Tam na nic służą okopy i wieże.
Nie grube mury, nie miedziane wrota,
Lecz prawość duszy nas strzeże.

Nie wał wysoki, nie fosa topieli,
Nie grom siarczysty armatniej czeluści;
Lecz wiara w sercach u obywateli
Wrogów do miasta nie wpuści.

I gród ów zacny na cnocie się wspiera,
Wstrzymując najście Teutonów krwawe;
Ni go skusiło złoto Krucygera,
Ni podarunki nieprawe.

Bo stara prawość i szlachetność droga
Swoim łańcuchem okoliła wały;
Od niej i dary, i pociski wroga
Wstecz mu na głowę leciały.

I wódz-przekupień zasmucił się jawnie:
— Hańba mi! — rzecze — hańba na mą głowę!
Bo Europa dowie się niebawnie,
Żem zhańbił prawo Marsowe!