Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/627

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Pląsa po błoni swawolnym biegiem
I oszczypywa kwiatki nad brzegiem.

Tutaj to błogo dla ziemskich dzieci?
Tutaj i niebo weselej świeci,
Tutaj i ptaszek strzeliściej śpiewa,
I radość hojniej serca oblewa.

Tu krotochwila dowcipem strzeli,
I zacne żarty idą weselej,
Kwiaty do koszów Gracya rada
Uprzejmą dłonią pięknie układa.
 
I pięknie, pięknie błyszczy o wschodzie
Siedem pagórków w Romula grodzie!
Weselsze myśli idą do głowy,
Gdy ją orzeźwi wiatr nadtybrowy.

Lutnisto grecki, o święty Febie!
O boże piesień! przyzywam ciebie,
Zejdź w kraj łaciński, w ustroń przyjemną,
Miłego wczasu zażywać ze mną.

Ty zaś, o Fusku! do mej ustroni
Przychodź, i przynieś — bo któż zabroni? —
Przynieś kochaną moją cytharę
I Horacego kameny stare.




ODA VI.
Pochwały Franciszka Barberiniego.


Quis me citatus pectoris impetus...


Jakież to serca zapały
Mkną mię w górę lotem strzały?
Czemu wóz mój w szybkim toku
Leci z wiatrem po obłoku?
Rozjaśniwszy moje lice,
Mijam ziemię w mej kolebce,
Ludy, miasta i wieżyce,