Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/621

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Śpiewaj, sławo! bo to imię poznać musi
Czy Medyjczyk, czy mieszkaniec zimnej Rusi,
Afrykanin i cylicki Azyata.

Niech to imię, niepożytej sławy godne,
Złotym piaskiem skreślą rzeki złotorodne,
Tag i Hermus niech rozgłoszą je u świata!




KSIĘGA TRZECIA.




ODA I.
Do Egnata Nolliusza.


Sive te molli vehet aura vento,
Sive non planis agitabit undis...


Czy-ć lekki wietrzyk kołysze i pieści,
Czy biją szturmy z pod groźnych niebiosów,
Umiejże, Nolli, w szczęściu i boleści
Żartować z losów!

Miej twarz stateczną, kiedy los swawoli,
Gdy los się zmarszczy — ty wyśmiej go w oczy;
Niech w tobie zmiany doli i niedoli
Żaden nie zoczy.

Jako ów hetman z władzą konsularną,
Co broniąc twierdzy, włócznię z wrogiem kruszy,
Tak ty umacniaj, gdy troski ogarną,
Twierdzę swej duszy.

Kiedy twój domek nawiedzą przykroście,
Wynijdź je spotkać, a uczynisz zadość;
Bo w ślad za niemi idą milsi goście:
Spokój i radość.

Nie wszystko jady, nie wszystko trucizny,
Co nam na lewej położono szali;