Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/556

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Główki kraskami i wstążkami kwiecą:
Oddam ci wszystko, ucichnij niebożę...
Ha! ha! ucichło i zasypia nieco.


XXXII.

Więc chrzestne baby do cerkwi je wiodą,
A cerkiew ruska o dwoistej bani,
A w cerkwi pieją z niegoloną brodą
I z długim włosem tutejsi kapłani...
Kuma przychodzi i o chrzest się kłania,
Ksiądz albo prośby, lub datku posłucha.
Często na Rusi z chrzestnego nazwania
Bywa wróżbiarska na przyszłość otucha.
Ileż tu głosów zabobonnych tleje
I ludzkich podań zastarzałych zwłaszcza!
Wtem kapłan wodą dziecinę poleje,
Chryzmatem czoło, pierś, usta namaszcza,
A kiedy święte odmówił wyrazy,
Już się zbawienna dokonała praca;
I tak omyte z pierworodnej zmazy,
Dziecię z imieniem do domu powraca.
W drżącej kolebce, uwinione w szmaty,
Ma pokarm gruby i niewiele warty;
Nie często matka przychodzi do chaty,
A dziecko rośnie, jako dziecię Sparty.
W pierwszej igraszce niedorosłe dziecię
Ocugla kostur powrozami z łyka,
I niby jedzie na żartkim dzianecie,
Harcuje, skacze, w kółko się pomyka,
I chłosta różdżką nieżyjące drewno,
Jak gdyby rycerz sprawia się z rumakiem.
Ruś, wziąwszy drogę od pradziadów pewną,
Idzie do końca staroświeckim szlakiem.
Pełni przyjęte obyczaje wschodnie
I wschodnią wiarę nieodstępnie trzyma...
Rzymskiego prawa majestat monarszy,
Swojemi gromy tej wiary nie skruszy.