Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/554

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bogatych solą, jako łaską Bożą;
Tu pierwsze miejsce źródłem Drohobyczy,
Skąd sól ojczystą w całą Ruś rozwożą.
Miasto Chełmińskie z okolicznym krajem
Jasno bieleje, bo tu kredy dosyć.
Pasterz tutejszy, starym obyczajem,
Winien nazwisko chełmińskiego nosić,
Lubo Krasnystaw przez różne koleje
Odjął świątynię zacnej metropoli.
Tu, mówią, sosna ścięta kamienieje;
Nigdym nie widział, słyszałem do woli.
Pod Krasnostawem szerokie jezioro
Nadało miastu imię od swej fali;
Rzeka Wieprz, płynąc ogniście i skoro,
Zatopi łąki i lasy obali.
Wieprzowa woda rozlana w jezioro,
Tworzy zatokę, albo przesmyk rybny;
W pienistych wirach rybołowy biorą
Do swoich sieci połów nieochybny.
Widziałem w rzekach ryb wszelkie rodzaje
I w przepaścistej jeziora czeluści;
Przepławna rzeka wolny połów daje
Każdemu z ludzi, co siatkę zapuści.
Nie biorą plonów właściciele sami,
Lecz wszelki ziomek Pospolitej Rzeczy:
Wolno mi ptaszki łowić pod chmurami,
A któż mi w rzece poławiać zaprzeczy?
Jezioro w karbach wiekuistej haci
I rzeka rybna, to są dary Boże:
Nie kopał rzeki żaden z moich braci,
Żaden wyłącznie korzystać nie może.


XXXI.

Nie będę w dłuższym rozszerzał się liku,
Choć godne piesień nasze miasta skromne;
Poczynasz tęsknić, spieszny czytelniku,
Więc grodów ruskich ostatek przepomnę,