Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/553

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na jednej skale cały gród oparty,
A całe miasto to jedna opoka.
Bóg, nie zaś człowiek, wykował cię z głazu,
Bóg, nie zaś człowiek, zdobędzie cię siłą;
Człek jest zrodzony, tyś stworzon do razu,
A stworzon pierwej, gdy człeka nie było;
Gdy przyjdzie skonać zastarzałej ziemi,
Ty musisz skonać, jej urodzin świadku;
Lecz jakeś stanął przed miasty inszemi,
Tak i zaginiesz chyba na ostatku.
Nie bój się, człeku, bo cię Niebo trzyma,
Lecz gdy powstaniesz na Ojca, co w Niebie,
Znajdzie się mściciel na miasto olbrzyma,
Ten, co cię stworzył, i w prochu zagrzebie.
Módl się do Pana — masz znaczne kościoły,
Masz tron pasterski, skąd żegnanie bierzem;
Kiedy Łuck musi dzielić się na poły,
Ty sam, Kamieńcu, chlubnyś twym pasterzem.


XXX.

Owo Busk, który swojemi zakręty
Dwakroć Bugowa otoczyła fala.
Tu Sokal — pamięć potrzeby zawziętej,
Któżby zapomniał wymienić Sokala?
Gdzie wywyższany dom Bogarodzicy
Wylewa światu miłosierdzia wiele?
Owo Horodeł — w mokrej grzęzawicy
Chowa żórawie i błotne chróściele.
Bełz, co z bagniska wy dźwiga swe głazy,
Gród wojewódzki na całą krainę.
A ty, Przemyślu, szczęśliwy dwa razy,
I ciebie w pieśni mojej nie pominę.
Godzieneś wzmianki, bo San słodkowody
Twe mury swemi opasuje kręgi,
I dwaj pasterze Chrystusowej trzody
Złożyli tutaj trony swej potęgi.
Nie mało u nas i źródeł się liczy,