Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/552

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To jeszcze bardziej straszyć dopomaga.
Na czarnej Rusi Kijów dla pielgrzyma,
Jako Rzym dla nas, bo świętym się zowie.
Myślisz, na Rusi swoich cudów niema?
O! są tu cuda we starym Kijowie.
Są tu pod miastem głębokie pieczary,
Gdzie dawnych książąt drużyna spoczywa,
Proch wielkich mężów szacowny i stary
Liczy za świętość wiara niewątpliwa.
Nic ich zgnilizna, ni czas nie odmieni,
Pod szkłem wiekują nieskażone prochy.
Takie są cuda pieczarnych sklepieni!
Kto je wykopał? kto wyrył te lochy?
A tak daleko ich pasmo się znaczy,
Że królom kować nie stałoby złota;
Ja zasię wierzę twierdzeniu badaczy,
Że to krom dziwów natury robota.
W ziemi są rzeki, jako pulsa w ciele,
Płyną w jej piersiach pieczarą ukrytą;
Jak rzeka u nas ma kierunków wiele,
Tak i podziemna zmienia swe koryto.
Tymczasem przejdzie wiek jeden i drugi,
Łożysko wyschnie i stęży się w ścianę;
Tak wiekuiste utworzą się cugi,
Jak gdyby lufty młotem wykowane.
Ruskie pieczary takiego są dzieła,
Które lud cześci poważnym obrzędem.
Niegdyś tu rzeka podziemna płynęła,
Dziś jeno lochy, wyrwane jej pędem.


XXIX.

A ty, Kamieńcu, słynny znakomicie!
Kto godnie twoją wyśpiewa pochwałę?
Kto cię osadził na twardym granicie?
Człowiek nie zdołał wrzucić cię na skałę.
Nie z ręki ludzkiej, nie z uczonej karty,
Lecz na skinienie wszechmocnego oka,