Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/538

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kupuje miechy puszczystych soboli,
I kożuch wilczy srebrzysty i szary,
Kuny, króliki i zajęcze łona,
I ciepłe lisy, i wiewiórcze kity,
Łasice miękkie, jak woda lecona:
Tak niewieścieje Litwin znakomity!
Moskwa i Litwa, co dadzą ich kraje,
Wnet do Lublina przywożą gromadnie;
Co tylko w świecie przedawać się daje,
Tutaj wzsystkiego dopytasz się snadnie.
Czem są bogaci Turkowie, Arabi,
Czem Indyanie, wszystko się odsłoni:
Tu pełno wschodnich bogatych jedwabi,
Pełno sabejskich kadzideł i woni.
Brytański kupiec, co w podróży długiej
Obiegł krąg ziemski na korabli kruchej,
Łakomy plonów północnej żeglugi,
Tutaj kupuje moskiewskie kożuchy.
W Lublińskiem mieście zgromadza się wiernie
Płód całej ziemi z blizka i z daleka;
Tutaj nie braknie na starym Falernie,
Jest sok z winnicy Węgrzyna i Greka.


XXI.

I z dróg lądowych, i z morskiej topieli,
Bachu! do Polski twoje dary płyną;
Z ojczyzny twojej, o synu Semeli!
Oto Kreteńczyk przywozi nam wino!
Wszak mamy doma upijać się o czem,
O Bachu! cofnij szczodrobliwe dary!
Choć my na Rusi winogron nie tłoczym,
Tworzym pieniste ze chmielu wywary.
Widać dwóch Bachów było panowanie,
Którzy się państwem dzielili na poły,
Jak Pluton w piekle, Neptun w oceanie,
A Jowisz sprawiał powietrzne żywioły, —
I że dwaj Bachy w jednostajnej mierze