Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Strzelać celno, w same piersi...
I niech Pan Bóg was zachowa!

Naprzód, wiara!
Iść przytomnie,
Tylko wara
Płakać po mnie!



ALCHEMISTA.

Mówisz przede mną, alchemisto stary,
Że z podłych kruszców wydobywasz złoto,
A jeszcze bardziej, że swojemi czary
Możesz mi młgdość przywrócić z ochotą.
Mówię ci z wiarą: Czyń, co się podoba,
Pełnym ci trzosem wdzięczności dowiodę.
Zostańmy przy tem, co lubimy oba:
Ty weźmiesz złoto — daj mi lata młode.

Przewracaj karty starego Hermesa,
Zgłębiaj Paktolu źródła młodociane:
Niechaj ci złotem napełnia się kiesa,
Ja sobie chętnie ubogim zostanę.
Dla ciebie możni otworzą podwoje,
Mieć będziesz laury, oklaski, wygodę,
Ja się skromnemi różami przystroję;
Weź sobie złoto — daj mi lata młode.

Widzę, jak próżność po sercu ci łechce,
Słyszę, jak wołasz upojony szałem:
„Klęczcie przede mną, zakupię co zechcę,
Kopalnię złota w nauce zyskałem!”
Patrzcie, jak skarbów spodziewane plony
Zmieniły twoją żebraczą przyrodę!...
Choćbyś mógł kupić berła i korony,
Weź sobie złoto — daj mi lata młode.

O! daj mi młodość taką, jak ja cenię,
Z duszą potężną, ognistą, namiętną;