Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bóg pokolenie nowe odmłodni,
I lepszą dolę piewcom przeznaczy,
I da im zdobyć serca słuchaczy,
śpiewaj — a ludzie, co dziś jak głazy,
Słuchać cię będą sercem wzruszonem,
A zachwyceni uroczym tonem,
Wszędzie pobiegną na twe rozkazy.
I pod wielkiego śpiewaka wodzą
Uderzą serca żądzą zaszczytną,
I wielcy ludzie znów się odrodzą,
I wielkie wieki znowu zakwitną.
Oto są wieszcza i pieśni cele:
Dziecię! piać będziesz takiemi tony...
Jeśli odwagi i sił masz wiele,
Jeżeliś Duchem świętym natchniony,
Spełnisz te cuda, późno, czy rano;
Lecz jeśli-ć z Nieba głosu nie dano,
Nie pragnij drzeć się w Parnasu szranki,
Dosyć już dzisiaj pieją poety —
Dziś za sonety i tryolety
Nie zyskasz nawet łask u kochanki.
Bo próżno śpiewać nadobnym licom,
Wstrząsać słowiki, wody, zefiry:
Naszego wieku mądrym dziewicom
Milszy dźwięk złota nad dźwięki liry.
17 lipca 1847. Załucze.


NA ECHO DZWONU.

(SONET).


Co to za gwar poważny? Boże! co ja słyszę?
Dzwonią stąd o dwie mile na Zdrowaś Marya,
Echo święconej śpiży w chmurach się kołysze
I wilgotne wieczorne powietrze rozbija.

Aż wnętrze mojej piersi, jak puste naczynie,
Odbija cały odgłos z powagą i mocą;