Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Stoi jako noc milcząca,
I w posępnych znika cieniach.
Poszła okrutna! łez moich niesyta,
I ma dłoń tylko czcze powietrze chwyta.
Byłali ona świetną posłanką niebiosów?
Czy towarzyszką moich przyszłych losów?
Ach! może tylko wzrokiem rosczulonem,
Chciała mię żegnać przed zgonem.
To rzekłszy z łoża zeskoczył,
I na kolana upada,
Czas milczał — twarz śmiercią blada,
Straszliwe spojrzenia toczył;
Potem wyciągnąwszy ręce,
Krzyknął jak w szaleństwa męce,
„Ty znów Aniele, przed memi oczami,
„O jakżeś piękna! mogęź ja żyć z wami.“