Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żona i dziecie w niebiosach,
Jasniały w rajskich marzeniach,
Przyrzekłem jako ona żyć niewinny;
Roskosz świata pożegnałem,
Ale skończyć życie chciałem,
W krainie mojej rodzinnej.
Kraj cudzy mocno począł mi się brzydzieć,
Przed śmiercią żądałem widzieć,
Ojczyste lasy, łąki, i zagony,
Ach! ten kąt świata, tak nią napełniony.
Wiejski nasz domek i nasze ogrody,
I wspaniałego Dniepra sine wody,
I mały kościoł na górze pochyłej,
Gdzie w cieniu brzozy oni spoczywają...
Chciałem obaczyć jak na ich mogiły,
Ciche Xiężyca promienie spadają.