Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tam mirty i szczęsliwe rozmaryny stały,
Że drzeniem uroczystych przeznaczeń czekały.
Płynąca rzeka wonią drzew, kwiatów, karmiona,
Napawała je wdzięczna, z obszernego łona;
Julia chodząc sama, pod starych lip cieniem,
Orzezwiała się kwiatów balsamicznem tchnieniem.
Ojciec Kajetan, wierny w przedsiewzięciach stałych,
Co miał siły, natężał kroki nóg schorzałych.
Szedł spiesznie do ogrodu, a drzwiami małemi,
Poważny wchodząc starzec zginał się do ziemi.
W ulicy ocienionej lipami, i klony,
Znalazł Julią „niech Bóg rzekł będzie pochwalony.
„Pozdrawiam cię dziewico! wieść mię dolecieła,
„Że nie zgaszonym ogniem twoje serce pała,
„Kochasz, i silnie kochasz, najezdcę twej ziemi,
„Że się masz z nim połączyć sluby wieczystemi.