Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tam lipa rozłożysta wonią kwiatów skromnych,
I wdziękiem pszczół muzyki, nęciła przytomnych.
Babilonka i brzoza po nad rzeczne zdroje,
Złączywszy swe gałęzie, mieszały łzy swoje.
Tam topola podróżna niezmierzonych lądów,
Tam stały wieczne dęby, swiadki Piasta rządów.
Te drzewa niebotyczne, starsze syny ziemi,
Nad drobnemi kwiatami, jak nad dziećmi swemi,
Rozłożyły gałęzi pawilon wspaniały;
Tak iż im żadne burze szkodzić niezdołały.
Tam jasniały wdziękami, róże krosnolice,
Niezapomnij, co zdradza dziewic tajemnice,
Obok tych co wylewa grunt Podola żyzny,
Wędrownice potomstwo odległej Ojczyzny,
Chcąc z nowymi Panami związki swe skojarzyć,
Nie przestały ich wonią i kwiatami darzyć.