Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lub wszedłszy w kazalnicę w swej prostej odzieży,
Przypominał Królowi jako żyć należy,
Gdy bracia jego blizką burzą przestraszeni,
Wszyscy pędem ubiegli z klasztornych swych cieni,
On sam został — dla jednej swej owczarni duszy,
Gotów nędze wytrzymać i srogie katuszy.
Wciche jego mieszkanie, już wieść doleciała,
Że niezbędnym Julij serce ogniem pała.
Kocha i silnie kocha najezdcę swej ziemi,
Że w krótce z nim się złączy sluby wieczystemi,
Drogie są nader chwile — nie może ich ronić,
On jeden zna jej losy — musi je odsłonić.
Przy pięknym domie, co był Julij schronieniem,
Wznosił się ogród; wdzięczny owocem i cieniem.
Obok sosen wyniosłych, żeglarzóm przydatnych,
Rosły brzoskwinie pełne owoców szkarłatnych,