Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Odzian swych owiec wełną, karmiony ich mlekiem,
Pokarmém jego czerstwy chleba kawał,
Jego przysmakiem, jagoda pozioma,
Co własnemi zdjął rękoma.
Wszystko dawali przyjaźni Bogowie,
Miał pokój duszy, miał zdrowie;
Jeśli go kiedy chwilę ból uciskał,
Udał się do ziół, co liśćmi swojemi,
Skrywały wierzch ziemi,
Połknął ich kilka i zdrowie odzyskał.
Czemuż na tém nie przestał! Chciwość niezwalczona,
Pędzi go do ziemi łona,
Znajduje zgubny kruszec, dzwiga go na ziemię,
Z nim razem klęsk brzemie.
Odtąd szczęśliwość, pokój duszy stały,
Jak ptak oknem uleciały.