Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Raz wzniosłszy oczki w górę, ciekawość je wzięła,
Jaki pierwszy początek tak wielkiego dzieła.
Wyrzekły jedne w szalonym zapędzie,
Ten pałac nie ma Pana, przypadek go zrobił,
Przypadek ozdobił,
Miał on początek, ale końca mieć nie będzie.
Jest Pan mówiły drugie, co tym domem rządzi,
Co nam żyć kazał, który czyny nasze sądzi,
Karmi on biedne myszki, wdowy, i sieroty;
Przed jego sądem drzą koty.
Na to to rzekły trzecie;
Gdzież ten Pan mieszka powiedzcie nam przecie?
W takim stanie,
Zamieszanie.
Każda mysz dysputowała, bo się chciało sławy,
Pełno było wrzawy.