Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Czuję jeszcze jak ogień w mém sercu się zarzy;
Chodź niech lubą truciznę s twojej piję twarzy.
Ach! powłócz na mnie, powłócz zemdlonem wejrzeniem,
Pozwól ssać wdzięczne usta, oddychać twem tchnieniem.
Lecz co mowię? niebaczna!... są inne roskosze;
Te cenić, Abelardzie, nauczaj mię proszę!
Prowadź mię między smutne świątyni sklepienia!
Tam pokazuj jak jęczeć pod jarzmem zbawienia;
Swiętej miłości Nieba, wskaż mi prawą drogę,
I naucz jak nad ciebie Boga przenieść mogę.

Pomnij, iż tych zakonnic nieszczęśliwe grono,
Nazawsze twej ojcowskiej pieczy poruczono;
Obyś pilnem staraniem utrzymywał, krzepił,
Młodocianne gałązki, któreś tu zaszczepił;