Strona:Poezye (Odyniec).djvu/667

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziadek spójrzał na wnuka i rzecze: „Mój drogi!
„Jać nie wierze ni w biret, ni w stołowe nogi,
,,Lecz się nie wstydzę wierzyć, w co wierzyli Święci,
„Że czart, jeśli nie w stołach, to w łbach mędrków kręci.





Barany.


Baran gorzéj niż kozieł uparł się, gdy Janek
Ciągnął go w chlew za rogi. Téjże chwili w bramę
Wjeżdżaał kwestarz — za którym, jak jeden baranek
Stado owiec, gdzie skinął, ruszało się same.
Pan się dziwił, a kwestarz: „Nie dziw się, sąsiedzie!
„Tam pastuch ciągnie gwałtem, tu baran rej wiedzie.“





Cielątka.


Cielątka na pastwisko wypuszczone wiosną,
Nuż hulać, wybrykiwać, i skakać po dworze.
Tak im lekko, tak rzeźwo, swobodnie, radosno! —
A wtém widzą — tu doją krowę, tam wół orze.
„Ach, ach! czyż to i z nami tak kiedyś być może?“ —
— „Nie będzie! niechno tylko rogi nam porosną.“ —
Rzekł byczek czerwoniawy i z główką pstrokatą.
„Pokażem gospodarzom!...“ — A gospodarz na to:
„Cicho! żal mi cię, byczku! — Wprawdzie mam nadzieję
„Że nim rogi wyrosną, mózg ci wprzód dojrzeje.
„Bo inaczéj, musiałbyś doznać na ostatek,
„Że nie chcąc iść do pługa, trzeba iść do jatek.“