Strona:Poezye (Odyniec).djvu/623

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czyżby to było skromnie
Mówić, że się was kocha?...
Sambyś pomyślał o mnie,
Żem zwodnica, żem płocha.

O! znamy my was, znamy!
Póty zmyślać umiecie,
Póki się nie dowiecie
Że was wzajem kochamy.

Potém — E! mniejsza o to! . . . —

ON.

Nie wierz! fałsz ludzie plotą.
Wy, wy to chyba. . .

ONA.

Czy znów.
Zaczynasz swoje? — Bądź zdrów!

ON.

Poczekaj! . . .

ONA.

Nié mam czasu!
Nie mogę, matka czeka. —

To mówi, i ucieka,
Jak sarneczka do lasu.

Zostawszy z kwaśną miną,
Pasterz wsparł się o drzewo,