Strona:Poezye (Odyniec).djvu/499

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DO IGNACEGO CHODŻKI.[1]




Piętnasty już to Dziennik, na pociechę Litwy,
Błękitny lot rozwinął, jak w nim do gonitwy
Wyzwałeś mię na rymy; a jeśli nie skoro
Stawiłem się u szranek: wyznaję z pokorą,
Żem czując ostrz dowcipu, co na mnie uderza,
Krzepił wprzód w ogniu Prawdy hart mego puklerza.

I oto, jużem gotów! — Lecz cóż? nadaremnie!
Czas już ciebie i Prawda zwalczyły bezemnie.
Ciebie, mistrza sofistów! coś wróg i bluźnierca
Romantycznych i pieśni i uniesień serca,
Dziś — jeśli nie zwodnicza pociesza mię fama,
Sam, poczuwszy nakoniec, uczcił pieśń Adama,
A prawdziwéj miłości: ogniem oświecony,
Odprzysiągł zgubnych maxym u stóp — Narzeczonéj.

Zważ więc teraz, gdyś rzeczy obaczył istotę,
Zaliś nie dobrowolną miłował ślepotę,
I czyś słusznie zwał marą, duch, którego władza,
Tak nawet, jak ty, twardych, kruszy i odradza? —

  1. Wiersz ten jest odpowiedzią na list poetycki I. Chodżki, umieszczony w Dzienniku Wileńskim z r. 1824.