Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Toj szepnąłem, kędy sprawcy,
A dziad siwą głową skinie,
Więc jak z Bogiem się rozgada
To mu z oczu łza upada.
Bo to mówią, że Piotr święty
Póty nieba nie odkryje,
Aż człek łzami się obmyje,
Aż to wszystko co przeklęty
Czart narzuca, nie oczyści
Wszystkich grzechów, nienawiści.

Czy widzicie? gwiazda złota
Co świeciła ojcom starym,
Oto wznosi się nad jarem
I niebieskie światło miota
Na jeziora srebro — płynne
I na szereg mogił w dali,
Kędy leżą ojce słynne
Pogrzebane w zdartéj stali.
Może kniaź z Ostroga stanie,
Na najwyższym tym kurhanie
I zawoła: — Héj, za bronie!