Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A mnie dajcie ucałować,
Ręce Naczelnika...
I odwiedli na bok dziada.
Dziatwa na koń siada:
Mgła w dolinach się rozrzedza,
Opada, opada.
A z podemgły rozpędzonéj,
Jakby skrzydłem ptaszém,
Kraj szeroko się wynurza,
Siwem polem naszem:
Krzemienisty, kamienisty,
Pełen traw i wzgórzy;
Przecinany, poszarpany,
Jak po wielkiéj burzy.
A gdzie niegdzie w ciszy złotéj
Któréj nic nie budzi,
Stoją brzozy, jak sieroty,
Po odejściu ludzi.
Mgła opada po nizinach,
Leci za kraj świata,
Anioł boży z dolin, wzgórzy,
Siwe mgły rozmiata.