Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jakże cudnie
W przypołudnie
Słoneczko oświeca.
I na twarzy u Maryi
Krwawe nikną blizny;
Za przyczyną Maryi zginą
Boleści ojczyzny.
— Idźże teraz już bezpieczny,
A nie bój się o nic;
Nie od miecza wróg uciecze,
A od kmiecych kłonic.
Znam ja twoją polską duszę,
Naturę krakowską;
Zanim ona była polską,
Pierwéj była boską:
Nosiłam cię na tym ręku,
Nimeś się urodził;
Nosiłam cię, wodziłam cię,
Żebyś swoich wodził.
Nie napróżno ci dawano
Niedolę tak rano;
Nie nadarmo między swemi