Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Krążą we dnie
Przepowiednie,
A w nocy sny złote;
Miód się leje,
Młódź się grzeje,
Pije na ochotę...

Jędrzéj stary, bardzo stary,
Co po nocach siada,
I wciąż słucha
Zkąd wiatr dmucha,
Znów o Polsce gada.
Coś go dręczy jakby zmora
Zrana do wieczora,
O północy budzi ludzi,
Do wstawania pora!...
Przez trzy lata nic nie prawił,
Barciami się bawił,
Teraz barcie pozostawił,
A kosę oprawił.
Gdy młódź pląsa,