Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co też po głowie snuje wam się człecze
Czyście to chorzy, czy wam się co stało?
Héj Janie, Janie! co wam się przydało?
Nie obrażajcie próżno Pana Boga;
Już to nikogo nie minie ta droga,
Gdy Pan Bóg zechce trudnoć się ta spierać;
Ale skąd wam się przyśniło umierać?
Czerstwy jak rydzyk, a siwy — bo stary,
A gdyby nie to, niktby nie dał wiary,
Że wam niewiela braknie do stu latek.
Ot, chwalcie Boga na swych dni ostatek,
Że was do końca opatruje zdrowiem.

Synowo moja! cóż ja ci odpowiem.....
A tak ci pewno, że nim słońce wstanie,
Już ja na wieczne odejdę mieszkanie,
Tak mi coś prawi, więc słuchać potrzeba,
Bo to przestroga ze samego nieba.
Wczora i dzisiaj, gdziekolwiek się ruszę,
Het mi coś szepce: pamiętaj na duszę...
Héj, Janku, Janku! przypomnij swe grzechy,
Bo powędrujesz rychło z pod téj strzechy.