Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/455

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— «Ojciec, wilk morski, ma najtwardszą dłoń,
Żadna się przed nim nie ostoi broń»...
— «Kuhulin słabszy, zestarzał się już».
— «Najpotężniejszy śród wysp i śród mórz».
— «Niejedną walkę on w swych leciech zniósł,
Męczy go hukiem swym wojenny wóz».
— «Pytam, gdzie drogi mojej będzie kres,..
Bóg niech poradzi, coć nie skąpił łez»...
— «Gdzie słońce gaśnie śród zachodnich wód,
Ciągłą tam ucztą wre Czerwony Ród;
Tam idź, na schronię wybierz lasu skraj,
A imię swoje tylko temu daj,
Kto je na ostrzu miecza zechce znieść,
Kto wziął z swej wyspy tęż przysięgi treść».

Pomiędzy borem, a gdzie morza szum,
Siadł Czerwonego Rodu głośny tłum,
Biesiadujący z nim Kuhulin siadł,
Przy nim na klęczkach dziewczę, młody kwiat,
Wpatrzone w głębię jego smutnych ócz,
Smutniejszych, niźli gwiezdnych niebios krucz —
Dziw dni dzisiejszych na powiekach legł.
Z harf na cześć woja hymn za hymnem ciekł,
Sam-ci Konkobar, królów walny król,
Złotemi struny chce mu wygnać ból.
Wtem rzekł Kuhulin: «Słyszę raz po raz,
Jak echem śpiewu brzmi ten ciemny las;
Widzę — haściami precz ucieka zwierz,
Którego młodzian wygnał z kniejnych leż
Świstem cięciwy... Co tchu idźcie w bór,
Kto on, chcę wiedzieć...»