Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/352

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Godzi-ż ci się życzyć szczęścia?
wszak mnie znała dusza twa,
A zniżyłaś się do gacha,
co gminniejsze serce ma.

Tak się stanie: coraz niżej
spadać będziesz — dzień za dniem,
Aż szlachetność wszystką stracisz,
z nim się zrównasz w błocie tem.

Jakim mąż jest, taką żona:
z tobą śluby zawarł gbur —
Za prostaczą swą naturą
w błota cię powiedzie tór. —

Gdy namiętność pierwsza zgaśnie,
nieco mniej mu będzie wart,
Niźli żona — koń przy żłobie,
albo gończy jego chart! —

Cóż to? oczy mgłą mu zaszły —
nie od wina, Boże broń!
Spełń powinność, pieść i całuj,
dłoń mu zamknij w swoją dłoń.

«Pan mój zmęczon, zbytek myśli
tak mu, widać, czoło gnie:»
Idź i rozbaw! krotochwila
Niech wesołość w niego tchnie!

Coś bełkoce w odpowiedzi —
zrozumiale mówi on!...